Wracam dziś do realizacji z 2024 roku, którą wspominam z ogromnym sentymentem. To była moja trzecia wigilia firmowa z tym klientem i doskonały przykład na to, jak powinna wyglądać nowoczesna impreza firmowa. Miejsce akcji: Browary Warszawskie. Klimat: industrialny, luźny i… trudny.
Dlaczego wyciągam te zdjęcia właśnie teraz? Bo w fotografii eventowej, tak jak w sporcie, liczy się przygotowanie. Patrząc na ten reportaż, chcę Wam pokazać nie tylko fajne kadry, ale też sprzedać jedną radę, która uratuje Wasz grudniowy event (niezależnie od tego, w którym roku go planujecie).
Browary Warszawskie – samograj, który wymaga wprawy
Browary Warszawskie to od kilku sezonów absolutny top na mapie warszawskich eventów. Cegła, miedź, neony i ten specyficzny, wielkomiejski gwar. Organizacyjnie – strzał w dziesiątkę. Fotograficznie? Wyzwanie.

Jako fotograf na imprezę firmową, w takich miejscach pracuję na granicy możliwości sprzętu. Projektanci wnętrz zadbali tu o intymny półmrok, który sprzyja rozmowom przy drinku, ale jest trudny do fotografowania, nawet z lampa błyskową, bo wszędzie są cegły.
Mój cel był prosty: oddać to, co uczestnicy czuli tamtego wieczoru. Ciepło, bliskość i luz. Używanie lampy błyskowej „na wprost” w takim miejscu to zbrodnia – zabija cały klimat. Dlatego pracowałem na bardzo jasnych obiektywach, łapiąc zastane światło neonów i świec. Efekt? Zdjęcia są nasycone kolorem i atmosferą, a nie płaskie i prześwietlone. Czasem do zdjęć portretów sięgałem po ledowy ring, który zachęca do pozowania – taki gadżet do zdjęć w klubach, ale można też go czasem wyjąć na takiej imprezie.

Relacja, która procentuje na zdjęciach
To, co widzicie na zdjęciach, to efekt zaufania. Ponieważ była to nasza trzecia wspólna realizacja, bariera „fotograf-uczestnik” właściwie nie istniała.
Ludzie mnie kojarzyli, ja kojarzyłem ich. Wiedzieli, że nie poluję na kompromitujące ujęcia przy jedzeniu, ale szukam fajnych momentów integracji. Dzięki temu mogłem podejść bliżej. Uśmiechy są szczere, toasty naturalne, a rozmowy nieskrępowane.
To jest właśnie ta wartość dodana stałej współpracy. Z każdym kolejnym eventem zdjęcia są po prostu lepsze, bo ja staję się częścią firmowego „krajobrazu”, a nie intruzem z aparatem.
Grudzień to najkrótszy miesiąc w roku (dla branży eventowej)
Patrząc na ten udany event z 2024 roku, nasuwa mi się jeden wniosek dla Was – organizatorów i Event Managerów.
Ten klient zarezerwował mnie z dużym wyprzedzeniem. Dzięki temu mieli pewność, że to ja będę tam z nimi, znając już specyfikę ich zespołu i miejsca. Niestety, w branży eventowej grudzień ma brutalną matematykę. Tak naprawdę liczą się tylko 2-3 piątki przed Świętami. Te „złote terminy” znikają z kalendarzy fotografów często już we wrześniu.
Jeśli marzy Wam się taki reportaż – pełen klimatu, w trudnym oświetleniu, zrobiony przez kogoś, kto „czuje” Waszą firmę – nie zostawiajcie rezerwacji na ostatnią chwilę. Dobre miejsca (jak Browary) i dobrzy podwykonawcy znikają pierwsi.
Planujesz już kolejną wigilię lub inny event firmowy?
✉️ Napisz do mnie.
Nie czekajmy do listopada.
















































